Czy magowie grzeszą?

Kilka tygodni temu na jednym z magicznych discordów dla początkujących “czarodziejów” zapytałem, czy uważają, że w praktyce magicznej istnieje miejsce na koncepcję grzechu. Wnioski, z dyskusji jaka wyniknęła zmusiły mnie do kilkutygodniowej medytacji nad tym tematem, wnikliwej obserwacji postępowania mojej skromnej (ha!) osoby i w efekcie wyplucia tego tekstu z siebie. Mam nadzieję, ku ucieszę wszystkich malkontentów narzekających, że za mało piszę.

Grzech

Zgodnie z ogólnie przyjętą definicją, grzechem możemy określić świadome przekroczenie norm religijnych ustanowionych w danej instytucji religijnej. Jako europejczycy czy Polacy jesteśmy zaznajomieni z koncepcją grzechu przez pryzmat religii chrześcijańskiej – katolicyzmu. Nawet jeśli nie wychowywaliśmy się w religijnej rodzinie, nie uczęszczaliśmy na lekcje religii, nabożeństwa, czy inne religijne ceremonie, to i tak kulturowo przesiąknięci jesteśmy chrześcijaństwem.

Z perspektywy chrześcijańskiej grzech to świadome i dobrowolne działanie lub jego brak (grzech zaniechania), bądź też postawa, która stoi w sprzeczności z nakazami Boga. Inaczej rzecz ujmując grzech to postawa lub działanie wbrew Bogu, sprzeczne z jego charakterem, powodujące świadomą alienację jednostki ludzkiej wobec tegoż Boga.

Przeważnie religie rozróżniają różne rodzaje, wagi, czy stopnie grzechu, a określenie „grzech” niekoniecznie stosowane jest do wszystkich tego typu działań. Popełnienie grzechu częstokroć oznacza wstąpienie w stan nieczystości, który jeśli nie zostanie usunięty, może prowadzić do kary w życiu pozagrobowym, zwykle jest to zesłanie do piekła lub brak jedności z Bogiem.

Z takiej definicji bardzo łatwo wysnuć jest wniosek, że grzech jest kompletnie nieadaptowalną przez nas magów ideą. Uważam jednak, że tematowi można przyjrzeć się bliżej i odsunąć całun chrześcijaństwa, postarać się zrozumieć grzech jako coś, co stoi na drodze naszej własnej boskości.

Istnienie grzechu, przed istnieniem grzechu?

Zawsze, gdy myślę o ustanowionej instytucjonalnej religii, cofam się w swych myślach wstecz do czasów, z których wywodzi się miano, które tak chętnie część z nas przyodziewa – “mag”. Bowiem magów zrodziła – gdyby ktoś jeszcze tego nie wiedział (!) – najstarsza religia świata, Zaratusztrianizm. Byli oni kapłanami ognia, astrologami, i mistrzami obrządków religijnych.

Zaratusztrianizmowi inne religie (szczególnie abrahamiczne) zawdzięczają wiele koncepcji: dualizm sił Kreator-Adwersarz, ideę przeistoczenia, wstępną koncepcję Sądu Ostatecznego, ideę zmartwychwstania, protoplastyczną koncepcję Piekła i Nieba.

Jak na złość dla mnie i dla tego wpisu, idea grzechu była im pozornie obca. W Zaratusztrianizmie istniał jednak koncept nieczystości, który w duzej mierze może wpisywać się juz w to, co grzechem jest (jako myśli, słowa i czynności oddalające nas od boskości). Ale zacznijmy od początku… a przynajmniej, gdzieś w jego okolicach.

Religia starożytnych Irańczyków opiera się na przeciwstawieniu porządku i chaosu, dobra i zła, prawdy i fałszu, co przejawia się w myśli, słowie i działalności istot boskich i ludzi. Myśl i pomyślane słowo mają według Zaratusztry mieć niezwykłą moc, odzwierciedlającą pierwotny akt stworzenia. Według tekstów awestyjskich, na początku dziejów Ahura Mazda ułożył swoją myśl w słowa modlitwy Ahuna Wairya, którą wyrecytował i tym samym oszołomił i obezwładnił Złego Ducha (Angra Mainju). Uporządkował świat tak, by nie zawierał złych elementów: żadnej ciemności, choroby, śmierci ani oszustwa, a zamiast tego był pełen światła, życia i płodności.

Staroawestyjskie pojęcie manyu odgrywa kluczową rolę w koncepcjach zoroastryjskich. Jest to gwałtowna i dominująca siła mentalna, dobra lub zła, która włada i kieruje bytami boskimi i ludźmi z ich własnej woli i za ich przyzwoleniem. Można to przetłumaczyć jako impuls umysłowy lub moc umysłu, Wewnętrzne znaczenie jest bliskie inspiracji (poetyckiej lub religijnej). W późniejszych tekstach termin ten odnosi się do dwóch pierwotnych sił stwórczych wszechświata: Życiodajnego Ducha (spenta mainyu) i Złego (Niszczącego) Ducha (angra mainyu).

W etyce zaratusztrianizmu nie występuje pojęcie grzechu, ale zastępuje je pojęcie “zbrukania, skalania”. Dusza człowieka może ulec zbrukaniu poprzez złe myślenie, złe mówienie i złe czynienie, a także przez kontakt z brudnymi tworami i istotami Angra Mainju. Silnie zbrukana dusza, która przejdzie na stronę sił zła i po śmierci runie w otchłań do domu złej myśli (Aka Manah), siedziby Arymana. Obowiązkiem człowieka jest zatem dbanie o swoją czystość duchową psychiczną i cielesną. Szczegółowe przepisy mówiące o tym co powoduje skalanie ciała i duszy ostatecznie w okresie post-gatyckim sformułowano w Wendidad. Przepisy zawarte w Wendidad określają zabiegi higieniczne, rytualne i magiczne pozwalające na oczyszczenie ciała i duszy. Zawierają także listę czynności i zachowań zakazanych. Wiele praw Wendidad zawierało bardzo trafne, ze współczesnego punktu widzenia, zalecenia higieniczne, zapobiegające skażeniu środowiska naturalnego, nakazujące ochronę czystości wody, ziemi, powietrza i ognia. Są także zalecenia o charakterze bio-etycznym, w tym nakazy troskliwej opieki nad zwierzętami domowymi i dobre ich traktowanie.

Dobra, ale nie żyjemy w VI w p.n.e….

W jaki więc sposób dzisiejsi magowie mogliby postrzegać koncepcję grzechu, jeśli nie chcą wiązać jej z przykazaniami dominujących religii? Moją propozycją jest postrzeganie Grzechu, jako świadomego, celowego aktu przeciwnego naszej Prawdziwej Woli lub celowego aktu zaniechania, który powoduje działanie przeciwne naszej Prawdziwej Woli.

Wymaga to zdefiniowania pojęcia Prawdziwej Woli – w filozofii Thelemy, Prawdziwą Wolą określa się ostateczną naturę i cel człowieka, a każdy jej akt urzeczywistnia boskość człowieka. Takie podejście stwarza jednak kolejny problem – większość ludzi nie zna swojej Prawdziwej Woli. W magiji Crowleya jest to pierwszy z celów – dokonać Konwersacji ze Świętym Aniołem Stróżem i poznać swoją Boską Wolę.

W jaki inny sposób moglibyśmy podejść do tego zagadnienia? Każdy mag może po prostu określić, że jego Opus Magnum jest osiągnięcie Boskości – w tej czy innej formie. I każdy akt, który od tego celu go odciąga, jest grzechem względem jego własnego Boskiego Umysłu. Tylko po co, w ogóle utrzymywać całą koncepcję grzechu, zamiast po prostu ją odrzucić?

Rytualne Oczyszczanie

Jedną z pozostałości chrześcijańskich we współczesnych i przeszłych magicznych praktykach – zarówno grimuarycznych, ale czasem również czarowniczych jest formuła rytualnego oczyszczenia przed magicznymi operacjami. Pytanie, czy owe oczyszczenie – jest jedynie pozostałością chrześcijańską? No bo, z czego mamy się oczyszczać skoro nie istnieje idea grzechu? Dlaczego mamy pościć i modlić się przed magiczną ewokacją?

Jak napisałem wyżej, każdy z nas czyni pewne rzeczy, które odciągają go od boskości – niezależnie jak ową boskość sobie konceptualizuje. Tak samo jak dokonujemy pewnych decyzji, które po prostu nie sa dla nas dobre, lub są sprzeczne z naszym systemem wartości (nieistotne, czy podejmujemy je pod naciskiem czy samodzielnie). Mówimy sobie, że chcemy być zdrowsi, ale unikamy ćwiczeń i zdrowego jedzenia. Mówimy, że chcemy być spokojniejsi i lepiej kontrolować swoje emocje, a wpadamy w irytację przez czyjś filmik na tik toku, lub przez wpis na twitterze. Na duchowym poziomie są to rzeczy, które odciągaja nas od boskości, od duchowości i świata duchowego.

Jeśli wyobrazimy sobie nas samych jako wielkie jezioro, które wiecznie targane jest przez burze – wody są mętne, pełne piachu i pływających śmieci, a dna nie widać. I takie jest nasze codzienne życie. Jeśli w jakiś sposób udało nam się uspokoić wody tego jeziora, wszystkie brudy i piach opadłyby na dno, które w przejrzystej i czystej wodzie byłoby widoczne bez problemu. Turbulencje burzy to nasze emocjonalne, mentalne, energetyczne i fizyczne turbulencje w codziennym życiu. Zaś stan spokoju i stałości wody w jeziorze, jest naszym domyślnym stanem umysłu.

Gdy poszukujemy kontaktu z subtelnymi siłami duchowymi, dobrze jest uczynić siebie samych nieco bardziej subtelniejszymi. Jak? Metoda postu i abstynencji jest jedną z najlepszych. Za każdym razem, gdy myślisz “chcę …” i nie dajesz tego sobie, dokonujesz oczyszczenia. Stajesz się silniejszy, pokonujesz słabość. Stajesz się bardziej subtelny na duchowym poziomie. Inną metodą jest spowiedź. Oczywiście, nie musimy spowiadać się przed księdzem – jednak uzmysłowienie sobie i wyznanie rzeczy, które zrobiliśmy, a które odsuwają nas od naszego celu magicznego (czy to kontaktu z duchami, zdobycia większej ilości mocy, czy samej boskości) mogą pomóc nam się oczyścić, nabrać subtelności duchowej i wzmocnić naszą praktykę w sposób wykładniczy. Proponuje każdemu czytalnikowi wprowadzić do swojej praktyki elementy postu i spowiedzi na okres siedmiu dni i poczynić obserwacje na ten temat samodzielnie.

Jak się spowiadać?

Spowiedź może być elementem codziennej modlitwy dokonywanej w sposób refleksyjny. Istnieją cztery składowe modlitwy, o których należy pamiętać: adoracja, spowiedź, dziękczynienie, suplika.

Adoracja jest bezpośrednim zwrotem do duchowej siły wychwalającej jej cechy. Spowiedź, jest formułą wyznająca nasze grzech wobec tej siły lub nas samych. Dziękczynienie, jest składanym hołdem i podziękowaniem za pomoc i dodatkowe rzeczy. Zaś suplika jest prośbą o wsparcie/wiedzę/moc/wstawiennictwo etc.

Istnieją gotowe formuły spowiedzi w grimuarach – ale dla tych, którzy nie lubią chrześcijańskiej otoczki, najlepiej jest stworzyć coś samemu.

Podsumowując

Moim zdaniem magowie nie grzeszą w kontekście religijnej wiary w nadprzyrodzone bóstwo, który to grzech zakończy się pobytem w piekle czy innym miejscu męki. Grzeszą natomiast czynem, aktem i zaniechaniem swojej własnej praktyki magicznej, gdy ma to miejsce. Podobnie jak grzeszą, gdy nie dotrzymują złożonych przysięg – co może mieć kolosalne konsekwencje w pracy z duchami. Należy też traktować spowiedź jako formę oczyszczenia się z konsekwencji typowego codziennego życia, jakie prowadzimy.

Nie uważam, by grzech w tym kontekście był w ogóle jako taki rzeczą omijalną – możliwą do uniknięcia. Chodzi jednak o to, by koncepcja ta wciągnięta do naszej praktyki spełniała funkcję zmuszania do refleksji i poprawy naszych magicznych starań.

Jeśli przez cały dzień nie robisz nic innego, tylko czytasz komiksy i nie wyciągasz z tego nic, co ubogaca Twoją praktykę, a służy wyłącznie niskiej rozrywce, wówczas jest to grzech.

Jeśli jakąś część dnia poświęcasz na czytanie komiksów, ale w innej części dnia robisz coś, co wzbogaca Twoją praktykę i Twojego ducha, to o ile sama czynność nadal wydaje się niezwiązana z rozwojem czyli grzechem, o tyle tak naprawdę czynisz dzisiaj kroki do rozwoju, a wiemy, że i w tym kierunku należy równoważyć wszystko, bo dojdzie do przepracowania materiału, więc wówczas grzechu nie ma.

Samo leżenie na kanapie i patrzenie się w sufit i pozwolenie myślom latać gdziekolwiek też nie uważam za grzech, tak długo, jak nie jest to przeglądanie rolek, facebooka, tv itd. Jeśli Twój umysł po prostu się szwenda, to nie jest to grzechem, ponieważ tak samo, jak potrzebne jest skupienie (medytacja) tak też potrzebny i konieczny dla rozwoju jest idle time, w którym umysł może sobie swobodnie latach i wychwytywać idee itd.

***

Dajcie znać, co o tym myślicie w komentarzach ;)

1 comment
  1. Dzięki za tekst. Napiszesz coś więcej, jak poznać Boską Wolę i pytanie, co sądzisz o kronikach Akaszy w tym celu?

Skomentuj